Jak żyć gdy ma się aż a może dopiero 19 lat ?
To pytanie nurtuje mnie od początku wakacji, które okazały się najdłuższymi w moim krótkim i nieciekawym życiu, ponieważ było mi dane napisać egzamin dojrzałości, którym jak każdy się domyśla jest matura. Skromne zdanie które posiadam na jej temat mówiąc dosłownie, to że okazała się dnem totalnym dla mojego stanu psychicznego i fizycznego.
Matura?
Droga maturo! Szczerze i otwarcie piszę, że jesteś do d*py (przepraszam za wulgaryzmy). To całe przygotowanie do niej, wymęczyło mnie bardzo, starałam się uczyć przedmiotu, którego mój mózg nie był wstanie pojąć mimo wielokrotnych prób, starań, płaczu, porażek i sukcesów!! Tak tak mówimy tu o matematyce. Uważam, że tego zagmatwanego przedmiotu nie da się nauczyć to trzeba po prostu rozumieć, nawet moje dobre chęci nie wystarczały. I ja się pytam, dlaczego to przedmiot jakim jest matematyka ma decydować o mojej przyszłości ?! Wiem wiem, że nie wszędzie się ten przedmiot zła liczy, ale jeżeli go nie zdam, to wychodzi na to że nie zdaję całej matury ! PRZERASTA MNIE TO ! Co z tym wszystkim zrobić, uczyłam się na tyle ile mogłam, dawałam z siebie 101 procent, wydałam masę pieniędzy (doprawdy nie moich, ale ciężko zarobionych przez moich rodziców) i po co ? Czułam się całkiem przygotowana, przygotowana na tyle aby zdobyć te marne ale mnie satysfakcjonujące 40%, nie denerwowałam się przed tym egzaminem, do czasu kiedy dostałam arkusz i zobaczyłam pytania. Stres rósł z przewijaniem kartek, na mojej twarzy pojawiał się rumieniec, nie wynikający ze szczęścia a ze strachy, który ogarnął mnie w tak szybkim tempie, że miałam ochotę zapaść się pod ziemie widząc osoby które nie odrywały czarnego pióra od kartek egzaminu... Czułam, że zaraz zaleje się łzami i będą musieli wzywać karetkę od wstydu i debilizmu. Spokojnie, nie poddałam się, toczyłam walkę sama ze sobą i swoim stresem, próbowałam rozwiązywać te zdania tak bardzo nie jasne dla mnie. W pewnym momencie gdy mój stres i strach osiągnął punkt kulminacyjny, nie wytrzymałam, naniosłam odpowiedzi na kartę i wyszłam, tak po prostu wyszłam. NIE!! Ja wybiegłam z płaczem, którego nie byłam w stanie powstrzymać aż do powrotu do domu! Czułam się okropnie, beznadziejnie, głupio a przede wszystkim martwiło mnie to, że rozczaruję rodziców, którzy tak bardzo we mnie wierzyli, wierzyli we mnie bardziej niż ja sama! Był to dzień najgorszy w moim życiu, moje łzy widzieli wszyscy, moje koleżanki bardziej i mniej lubione, koledzy, rodzina czułam się zażenowana, że zmarnowałam cały rok ucząc się. Miałam nadzieje, że dam radę ale chyba przerosło mnie to, może miałam za wysokie ambicje?
To pytanie nurtuje mnie od początku wakacji, które okazały się najdłuższymi w moim krótkim i nieciekawym życiu, ponieważ było mi dane napisać egzamin dojrzałości, którym jak każdy się domyśla jest matura. Skromne zdanie które posiadam na jej temat mówiąc dosłownie, to że okazała się dnem totalnym dla mojego stanu psychicznego i fizycznego.
Matura?
Droga maturo! Szczerze i otwarcie piszę, że jesteś do d*py (przepraszam za wulgaryzmy). To całe przygotowanie do niej, wymęczyło mnie bardzo, starałam się uczyć przedmiotu, którego mój mózg nie był wstanie pojąć mimo wielokrotnych prób, starań, płaczu, porażek i sukcesów!! Tak tak mówimy tu o matematyce. Uważam, że tego zagmatwanego przedmiotu nie da się nauczyć to trzeba po prostu rozumieć, nawet moje dobre chęci nie wystarczały. I ja się pytam, dlaczego to przedmiot jakim jest matematyka ma decydować o mojej przyszłości ?! Wiem wiem, że nie wszędzie się ten przedmiot zła liczy, ale jeżeli go nie zdam, to wychodzi na to że nie zdaję całej matury ! PRZERASTA MNIE TO ! Co z tym wszystkim zrobić, uczyłam się na tyle ile mogłam, dawałam z siebie 101 procent, wydałam masę pieniędzy (doprawdy nie moich, ale ciężko zarobionych przez moich rodziców) i po co ? Czułam się całkiem przygotowana, przygotowana na tyle aby zdobyć te marne ale mnie satysfakcjonujące 40%, nie denerwowałam się przed tym egzaminem, do czasu kiedy dostałam arkusz i zobaczyłam pytania. Stres rósł z przewijaniem kartek, na mojej twarzy pojawiał się rumieniec, nie wynikający ze szczęścia a ze strachy, który ogarnął mnie w tak szybkim tempie, że miałam ochotę zapaść się pod ziemie widząc osoby które nie odrywały czarnego pióra od kartek egzaminu... Czułam, że zaraz zaleje się łzami i będą musieli wzywać karetkę od wstydu i debilizmu. Spokojnie, nie poddałam się, toczyłam walkę sama ze sobą i swoim stresem, próbowałam rozwiązywać te zdania tak bardzo nie jasne dla mnie. W pewnym momencie gdy mój stres i strach osiągnął punkt kulminacyjny, nie wytrzymałam, naniosłam odpowiedzi na kartę i wyszłam, tak po prostu wyszłam. NIE!! Ja wybiegłam z płaczem, którego nie byłam w stanie powstrzymać aż do powrotu do domu! Czułam się okropnie, beznadziejnie, głupio a przede wszystkim martwiło mnie to, że rozczaruję rodziców, którzy tak bardzo we mnie wierzyli, wierzyli we mnie bardziej niż ja sama! Był to dzień najgorszy w moim życiu, moje łzy widzieli wszyscy, moje koleżanki bardziej i mniej lubione, koledzy, rodzina czułam się zażenowana, że zmarnowałam cały rok ucząc się. Miałam nadzieje, że dam radę ale chyba przerosło mnie to, może miałam za wysokie ambicje?
Do dziś nie pamiętam jakie odpowiedzi naniosłam przez stres który tak się o mnie martwił, że nie opuszczał mnie nawet na krok !! Postanowiłam się nie zamartwiać i żyć dalej do 27 czerwca, dnia sądu dla wszystkich żołnierzy którzy walczyli w krwawej wojnie o przerażającej nazwie MATURA.
Jutro opiszę mój stosunek do studiów, dorosłego życia i pracy, której nie mogę znaleźć od miesiąca, mieszkając w stolicy w której słynie z "braku" bezrobocia!
xoxo
Vivien
Jutro opiszę mój stosunek do studiów, dorosłego życia i pracy, której nie mogę znaleźć od miesiąca, mieszkając w stolicy w której słynie z "braku" bezrobocia!
xoxo
Vivien
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz